Bikepacking dla średniozaawansowanych

© Mateusz Birecki / @birushots

W ciągu ostatniego roku zainteresowanie bikepackingiem, czyli rowerowymi wyprawami z noclegiem w terenie przebiło najśmielsze oczekiwania. Nic dziwnego — popularne gravele nadają się idealnie do tego podróżowania po leśnych ścieżkach po to, aby spędzić noc pod gwiazdami. Jak przygotować się do pierwszego bikepackingu? Już śpieszę z pomocą!

Jak układać trasy?

Długie czy krótkie, górzyste czy płaskie? Wybór należy do Ciebie, jednak warto, żebyś uwzględnił kilka ważnych czynników, układając trasę na swój pierwszy bikepacking. Po pierwsze pamiętaj, że Twój rower obładowany będzie bagażami, a Twoje tempo znacznie spadnie. Oznacza to, że dystans, który zazwyczaj pokonujesz bez najmniejszego wysiłku, może okazać się nie lada wyzwaniem. Osobiście uważam, że liczy się jakość przejechanych kilometrów, a nie ilość.

Zaopatrzenie ważna rzecz!

Po drugie warto zaplanować trasę tak, aby chociaż raz dziennie zahaczyć o sklep. Pozwala to uniknąć taszczenia ze sobą zapasów jedzenia i picia, co znacznie ogranicza wagę bagażu. Idealnym rozwiązaniem jest wizyta w sklepie tuż przed planowanym miejscem na nocleg, dzięki czemu nie będziesz taszczyć produktów na kolację i śniadanie przez długie kilometry.

Szuterek to idealna bikepackingowa nawierzchnia. foto © Quan Bui

Trasa na bikepacking może przebiegać po asfalcie, szutrze i ubitych leśnych ścieżkach. Początkującym bikepackersom odradzam wytyczanie trasy po trudnych technicznie ścieżkach pełnych korzeni, kamieni i wąskich zakrętów. Obciążonym rowerem trudniej się manewruje, a nierówności na drodze sprawiają, że torby podskakują do góry, wybijając Cię z rytmu pedałowania. Co gorsza — z paśnika mogą wypaść żelki, a to bardzo przykry sposób na pożegnanie się z ulubionymi przekąskami.

Nocleg

Planując trasę, musisz pamiętać o miejscu na nocleg. Biwakowanie w Polskich lasach jest nielegalne, poza wyznaczonymi przez Lasy Państwowe obszarami objętymi programem Zanocuj w Lesie. Mapkę legalnych miejsc na obozowisko znajdziesz tutaj. Doświadczenie pokazuje jednak, że spać można praktycznie wszędzie. Pamiętajcie, proszę, żeby nie rozbijać się na terenie rezerwatów i parków narodowych i zawsze zabrać wszystkie śmieci, które przywieziecie do lasu.

Jak spać na bikepackingu?

Sprawdzony sposób na komfortowe i ciepłe spanko na bikepackingu to kwestia kluczowa, jeśli chodzi o utrzymanie dobrego humoru podczas wyprawy. Należę do osób, które mogą bez problemu pominąć posiłek, jednak skrócenie czasu snu poniżej 7.5 godziny powoduje, że zamieniam się w markotną marudę, która nie ma siły na nic. Jak więc zabrać się za nocleg w terenie, aby rano wstać rześkim i wesolutkim?

Namiot na bikepacking

Do wyboru jest kilka metod na zapewnienie sobie nocnego schronienia. Najpopularniejszą z nich jest sprawdzony namiot, który w wersji bikepackingowej musi być lekki, minimalistyczny i mieć stelaż, który da się schować do torby lub przymocować do roweru.

Hamak

Cieszącą się coraz większą popularnością alternatywą są hamaki, które wyglądają bardzo dobrze na zdjęciach na Instagramie i pozwalają lepiej zintegrować się z otaczającą przyrodą ze względu na brak zamkniętej przestrzeni. Warto zaznaczyć, że sam hamak nie wystarczy do spędzenia nocy w terenie. Potrzebny jest cały zestaw hamakowy, czyli tarp, hamak, podpinka hamakowa lub mata, oraz moskitiera.

Hamaki i tarpy wyglądają dużo lepiej od smętnych namiotów lub przypominającyh trumny bivi bagów. foto © Quan Bui

Materace

Niektórzy bikepackersi śpią na materacu lub macie rozłożonej pod tarpem rozbitym tuż przy ziemi (minimalistyczna wersja namiotu), a część wybiera bivi bag, czyli rodzaj dużego pokrowca na Ciebie, matę i śpiwór. Dwie ostatnie metody noclegu nie są zbyt popularne, porównajmy więc namiot oraz hamak.

NAMIOT
+ zapewnia zamkniętą, prywatną przestrzeń

+ lepiej chroni od zimna

+ łatwiej się w nim przytulać z ukochaną osobą

+ daje radę nawet na pustyni

- stelaż nie zawsze łatwo schować do torby

- osobom powyżej 190 cm ciężko znaleźć wygodny namiot

- trzeba odgardniać z ziemi patyki i szyszki

- zgniata robaczki i niszczy roślinność

HAMAK

+ przyjemne bujanie pomaga zasnąć

+ wyglada cool

+ lepiej słychać dźwięki lasu

+ modułowość

- mniejsza powtarzalność (łatwiej rozwiesić krzywo hamak niż rozstawić źle namiot)

- nie sprawdzi się w terenie bez drzew

- wchodzenie do śpiwora w hamaku czy jest dużo trudniejsze

- brak zamkniętej przestrzeni i prywatności

Co jeść na bikepackingu?

Jedzenie jest jedną z najważniejszych kwestii na bikepackingu. Nie chodzi tutaj o zwykłe łakomstwo — z pustym brzuchem będzie Ci zimno, nie będziesz mieć siły do pedałowania, a Twój humor szybko poszybuje w dół. Kwestia jedzenia rozpoczyna się już na etapie planowania trasy — ilość restauracji i sklepów dostępnych na trasie bezpośrednio wpłynie na Twój jadłospis. Sama najczęściej żywię się w trybie hybrydowym — część mojego pożywienia stanowią liofilizowane posiłki zabierane z domu, a pozostałą część potrzebnych mi kalorii uzupełniam w mijanych restauracjach i sklepach.

Sprawdzonym, kalorycznym i ogólnodostępnym śniadaniem są płatki owsiane, do których zawsze dodaję owoce lub orzechy. W ciągu dnia podjadam żelki z paśnika i owocowe przekąski, a na obiad zjadam wszystko, co wpadnie mi w ręce.

Podczas gotowania przyda się obrośnięty mchem pniak, który służyć będzie za stolik. foto © Quan Bui

Podczas rowerowej wycieczki nie można wybrzydzać. Jestem wegetarianką, ale na bikepackingu zdarza mi się jeść mięso, jeśli pod ręką nie ma innej wysokokalorycznej opcji. Zjedzenie podwójnej porcji ziemniaków czy surówki nie załatwia sprawy — w końcu jesteś w ruchu przez cały dzień, a Twój organizm zużywa również więcej energii na ogrzewanie się.

Kolację jem w obozowisku, po rozbiciu hamaka. To właśnie na ten, ostatni w ciągu dnia, posiłek wybieram liofilizaty. W obozowisku mam czas i przestrzeń na wyciągnięcie kuchenki, zagotowanie wody i spokojne spożycie przygotowanego posiłku. Leżąc w hamaku, często podjadam czipsiki — w końcu jestem na wakacjach!


Higiena na bikepackingu

Mycie się na bikepackingu jest kwestią osobistych upodobań i poziomu brudu, który nazywacie akceptowalnym. Znam osoby, które potrafią spędzić kilka dni, nawet nie myśląc o prysznicu i znajdujących się na drugim krańcu spektrum czyściochów, których brzydzi wizja jednego dnia bez dostępu do łazienki. Sama staram się planować trasy w ten sposób, żeby przynajmniej raz dziennie zanurzyć się w strumieniu lub jeziorze. To zazwyczaj wystarcza, żeby spłukać z siebie pot i kurz.

Chlup do morza i człowiek jest jak nowy! foto © Quan Bui

Jeśli czujecie potrzebę użycia mydła, pamiętajcie, żeby wybierać ekologiczne produkty, które nie zmienią napięcia powierzchniowego wody i nie pozostawią szkodliwej dla roślin, owadów i zwierząt piany. Musicie liczyć się z faktem, że środki tego typu pienią się dużo gorzej od standardowego mydła, jednak jest to cena, którą warto ponieść.

W utrzymaniu zadowalającego poziomu higieny pomoże też dobór odpowiedniej odzieży. Koszulki z wełny merynosa dużo dłużej utrzymują neutralny zapach od standardowej, poliestrowej koszulki kolarskiej, która z kolei przegrywa w zestawieniu z klasyczną bawełną. Sama korzystam z koszulki merino i polecam ją każdemu zapalonemu bikepackersowi.

Maria Kostacińska

Maria Kostacińska

Autorka Poradnika Bikepackersa, od lat związana z branżą rowerową. Jedna z twórczyń Babskiej Korby. Kocha wszystkie rowery. Ostatnio jeździ wyłącznie na gravelu, na którym startuje w wyścigach ultra.