Jak łatwo zwiększyć generowaną moc podczas jazdy na rowerze?

© Mateusz Birecki / @birushots

Ciężko trenujesz, realizujesz krok po kroku zadany plan treningowy, robisz testy FTP. Twoja moc progowa rośnie, ale jakoś tak powoli. Niby akceptujesz fakt, że trzeba być cierpliwym, że potrzeba czasu, ale podświadomie wciąż zastanawiasz się, czy nie można by tego zrobić prościej, łatwiej? Oczywiście, że można! Zapytasz jak? Postaramy się odpowiedzieć na to nurtujące każdego z nas pytanie!


Naturalnie, pierwsze co przychodzi do głowy to odchudzić rower lub zamontować komponenty „oszczędzające moc”. Lżejsza maszyna, czy ceramiczne łożyska jak najbardziej pomogą nam być szybszymi, choć nie w każdych warunkach i terenie. A poza tym to drogie jest, trzeba więcej uwagi serwisowej na to poświęcić. No i wcale nie zwiększasz swojej mocy, a jedynie prędkość, oszczędzając co najwyżej kilka watów. Tymczasem na pierwszym konkretniejszym podjeździe, Twoi rywale lub koledzy z coffee ride’u i tak zweryfikują Twoje prawdziwe możliwości.

Jak błyskawicznie zwiększyć ilość generowanych watów?

No dobrze, to zastanówmy się, co można zrobić jeszcze by tą moc zwiększyć bez specjalnego wysiłku. Oczywiście! A jakże! Trzeba... przytyć! Więcej kilogramów, to więcej watów. Prawda, że proste? Nie czekaj więc, zakładaj buty i biegnij do cukierni! Serniczek? Nie, to czekoladowe będzie lepsze. A co tam! Może i w boczki pójdzie, ale przynajmniej watów będzie więcej. A nam o waty przecież chodzi. No, ale nie ma nic za darmo. – No, ale jak to? O ile ilość watów się zwiększy, to parametr W/kg najpewniej nie. – Cholera! To trzeba wymyśleć coś innego!

Czekaj, czekaj. A jakby tak wcale nie odchudzać roweru, tylko jego wagę zwiększyć? Czy wiedziałeś, że jeden kilogram więcej wagi roweru, to mniej więcej dziesięć kilogramów więcej rowerzysty? Chciałbyś podjeżdżać na każdą górkę z mocą powyżej 300W? Ależ bardzo proszę! Słowo klucz: bikepacking!

Czy bikepacking to turystyka rowerowa?

Bikepacking bardzo często jest zestawiany w jednej linii z turystyką rowerową, co jest skojarzeniem błędnym. Mówiąc o bikepackingu musimy spojrzeć na niego z perspektywy osób, które w ten sposób spędzają czas. A nie jest to jednorodna grupa użytkowników. Każdy z nas jest inny i każdy ma inne potrzeby związane z bikepackingiem, stąd samo pojęcie w ostatnich latach nabrało zdecydowanie szerszego znaczenia. To połączenie nieograniczającego niczym kolarstwa i turystyki pozwalającej przemieszczać się pomiędzy kolejnymi punktami. Podczas gdy celem jednych jest prędkość, inni preferują pustkowia, miejsca, w które nie dotarła jeszcze cywilizacja, by z pomocą roweru móc odpocząć od codzienności i wielkomiejskiego zgiełku. Jedni korzystają tylko z papierowej mapy, podczas gdy inni nie wyobrażają sobie jazdy bez elektronicznych gadżetów. Hasło “przygoda życia” jakie często pojawia się wraz z bikepackingiem, dla każdego ma zupełnie inne znaczenie.

Nie tylko dla długodystansowców

O ile na początku bikepacking był zarezerwowany przeważnie dla uczestników długodystansowych wyścigów, to z biegiem czasu koncepcja ta ewoluowała i rozwinęła się w wielu kierunkach. Jednak główne założenie pozostało niezmienne. Przypiąć jakieś rzeczy do roweru, przejechać jakiś dystans, przespać się i jechać dalej. Bikepacking jest przede wszystkim rozszerzeniem turystycznych możliwości rowerów o kręgi, które dotychczas były przeznaczone tylko do określonych celów.  Setki kilometrów górskich szlaków pieszych? Wyprawa przez całą Europę? A może weekend poza domem w otoczeniu natury? Cokolwiek by nie wybrać, wystarczy założyć na rower odpowiednie torby, dodatkowo go doposażyć i ruszyć w drogę.

Bikepacking czyli ... TY!

Bikepacking definiowany jest odrębnie przez każdego z osobna. Dlaczego? Bo jest taki, jak każdy widzi indywidualnie swoje kolarstwo – nie wyklucza agresywnego enduro, ani ambitnego pokonywania szosowych przełęczy w Alpach. Ponadto, nie wymaga specjalnego roweru i w tym leży jego prawdziwa siła. Ważniejsze od konfiguracji i lekkości bagażu jest raczej to, w jaki sposób definiujesz swoją skalę cierpienia i szczęścia. Czy lubisz jeździć po nierównym terenie, czy preferujesz komfort, jaki umożliwia gładki asfalt? Czy chcesz zsiąść z roweru i popchać go na wzgórze lub przenieść przez rwący potok, czy wolisz ciągłą jazdę w siodle? Czy chcesz uciec od samochodowego zgiełku ruchliwych ulic, czy nie ma nic przeciwko krocząc najczęściej wykorzystywanami szlakami.

W bikepacking’u nie ma dobrych i złych odpowiedzi, wymagają one wyjaśnienia i sformułowania własnych argumentów. Gdy wiesz, gdzie i jak chcesz jeździć, musisz wybrać sprzęt i konfigurację, aby uzyskać jak najlepsze wrażenia. Bikepacking pozwala na większą akceptację braku komfortu. Im jesteś lżejszy, tym szybciej jedziesz. Im szybciej jedziesz, tym dalej dojedziesz. Wszyscy przemieszczamy się według własnych zasad, które określają naszą podróż i sposób, w jaki to robimy.

Rower to jest świat!

Dzięki bikepackingowi możesz zmienić swoje postrzeganie na otaczający wokół świat. I chociaż ten argument można odnieść do podróżowania w ogóle, za sprawą szybkiego roweru zobaczysz i będziesz mógł zrozumieć więcej. Podróżowanie pokaże Ci, jak wspaniali i bezinteresowni są ludzie wokół nas. Spotkasz się z nieocenioną życzliwością, radością, zachwytem. Takie doświadczenia sprawią, że i ty sam będziesz lepszym człowiekiem.

Nudzi Cię trening kolarski?

Bikepacking ma jeszcze jeden ważny i wymierny argument, by go spróbować. Jest świetnym uzupełnieniem klasycznego treningu kolarskiego, który zwiększy Twoją wytrzymałość, poprawi generowaną moc progową, oraz pozwoli cieszyć się z jazdy i pokonywanych kilometrów. Na co więc czekasz? Pakuj torby i ruszaj w drogę!

© Mateusz Birecki / @birushots
Mateusz Birecki

Mateusz Birecki

Jeździ na rowerze, bo lubi - czasami na Tąpadła, a innym razem na kawę z Wrocławia do Góry Kalwarii. Chciałby zamieszkać w Szwajcarii, a po czeskich Jesenikach oprowadzi Cię z zamkniętymi oczami.
Wrocław